PRACA IRLANDIA
PRACA IRLANDIA, LEGALNA PRACA W IRLANDII
Emigranci: nie ma po co wracać
Pracując w irlandzkim barze McDonalds czy przy rozwożeniu gazet w Danii młodzi, dobrze wykształceni Polacy mają więcej satysfakcji z życia niż ich koledzy w Polsce. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o perspektywy na przyszłość, czyli o normalność. Brakuje dokładnych danych, ilu Polaków wyemigrowało od maja 2004 roku. Według różnych szacunków wyjechało za pracą od 300 tysięcy do 2 milionów ludzi. Odkąd kilka krajów Unii Europejskich otworzyło rynki pracy przed nowymi członkami z możliwości wyjazdu korzysta coraz więcej osób, co widać choćby po malejącym w Polsce bezrobociu oraz po rosnącym popycie na specjalistów. Fala wyjazdów właściwie dopiero się rozpoczyna. Według raportu "Satysfakcja pracowników 2006" opublikowanego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych (IIBR), do emigracji zarobkowej skłonny jest obecnie co drugi pracownik polskich przedsiębiorstw. Według analiz IIBR najważniejszym bodźcem do opuszczenia Polski jest możliwość zarobienia większych pieniędzy. Choć, jak wiadomo, pieniądze to nie wszystko. Polacy chcą szlifować obce języki i zdobywać doświadczenie, jakże potrzebne, kiedy przez wiele lat w ogłoszeniach prasowych pracodawcy wymagali poza młodym wiekiem i wykształceniem minimum 3-letniego stażu na podobnym stanowisku (także w nowych zawodach). Wysokie bezrobocie (rynek pracodawcy) wpłynęło demoralizująco na rodzimych pracodawców, którzy szukali sposobów na podniesienie konkurencyjności firm wszędzie poza inwestycjami w kapitał ludzki. Trudno się temu dziwić, gdy na jedno ogłoszenie w prasie odpowiadało kilkaset osób. Taka sytuacja rodziła patologie, przypadki dyskryminacji pracowników, nieprzestrzeganie przepisów prawa pracy (np. w sieciach handlowych), w tym pojawienie się nowych zjawisk jak mobbing czy wykorzystywanie seksualne. Problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy rodziły z kolei w Polakach frustracje. Wielu młodych, sfrustrowanych Polaków to absolwenci szkół wyższych, którzy wchodzili na rynek pracy bez perspektyw na znalezienie ambitnego zatrudnienia za pieniądze pozwalające samodzielnie się utrzymać, rozwijać, zakładać rodziny. Media nadały 30-latkom bez szans na karierę przydomek "Pokolenie 1200 brutto"... We wrześniu 2005 r. w jednym z portali internetowych ukazał się artykuł o zjawisku "Pokolenia 1200". W portalu rozgorzała wówczas dyskusja o rynku pracy. Jeden z dyskutantów napisał: "Z przykrością muszę stwierdzić, iż taka sytuacja dopadła także mnie. Jestem 3 lata po studiach, pracuję za 820 zł na rękę. Za te pieniądze muszę się utrzymać. Nie mieszkam z rodzicami. Człowiek mając 27 lat chce się od czasu do czasu zabawić, pójść gdzieś, pojechać, ale często na rozrywki brakuje już pieniędzy. W takiej sytuacji nie dziwi mnie, że zdecydowana większość moich rówieśników chce wyjechać z kraju. Mnie też to czeka". Inny z internatów, piszący zza granicy, dodał na forum: "Smutna ta nasza rzeczywistość. Sam po obronie dałem dyla, nawet nie odebrałem dyplomu, bo nie w smak było mi właśnie 800-1000 na rękę. Początek za granicą jest ciężki - spałem pod kocykiem na podłodze na poddaszu z kumplem i liczyłem każdego centa. Minęło ponad 2 lata. Teraz mam dobry samochód, kupiłem mieszkanie, które będę spłacał, ale ze spłatą nie będę miał większych problemów. U nas bym nie dał rady żyć na takim poziomie. Tęsknię, ale do dziadostwa wracać nie warto". Jednak opinie o emigracji zarobkowej są podzielone, część emigrantów jest zawiedzionych, czują się za granicą obywatelami drugiej kategorii, tęsknią za Polską. Ale wracać do Polski nie chcą lub nie mogą. W serwisie "Kafeteria" pojawiła się w maju 2006 r. (w dyskusji o emigracji) znamienna opinia internautki, która mieszka w Irlandii od 6 miesięcy i nie zamierza wracać do ojczyzny: "Wprawdzie mam 3 dyplomy uniwersyteckie i pracuje w McDonaldzie, ale wiem, że to dopiero początek, a wraz z poprawieniem się mojego angielskiego, przyjdzie lepsza praca. Bałam się pracy w takim miejscu, ale jest dobrze - przełożeni są mili, pomagają na każdym kroku i idą na rękę, np. kiedy tylko poproszę o wolne. Dlaczego nie chcę wracać?" - uprzedza pytanie internautka. "Bo chociaż pracuję tutaj za prawie najniższą stawkę, stać mnie na wyjazdy (choćby na weekend) do Szkocji, Anglii, ot tak, po prostu, bo mnie znajomy zaprosił. Bo idąc do sklepu po mój ulubiony kosmetyk, kupuję go bez patrzenia na cenę, i nie jest to obciążone półrocznymi wyrzeczeniami, jak niegdyś w Polsce, gdzie byłam m.in. nauczycielką".
Irlandzkie związki walczą z wykorzystywaniem Polaków
Imigranci zatrudnieni w Irlandii pracują za niewolnicze stawki - mówi Ray O'Reilly ze związku zawodowego Independent Workers Union. O'Reilly przekonuje, że m.in. polscy pracodawcy w Irlandii wykorzystują swoich rodaków. Podobnie jest w przypadku innych nacji. - To, co się dzieje w całym kraju wprost przechodzi wszelkie wyobrażenie. Chińscy pracodawcy wyzyskują chińskich pracowników, polscy polskich, rumuńscy rumuńskich. Także Irlandczykom nie są obce praktyki opłacania pracowników według rażąco niskich stawek - powiedział O'Reilly irlandzkim mediom. IWU wykrył praktyki płacenia pracownikom drastycznie zaniżonych wynagrodzeń, a także zwalniania długoletnich pracowników bez wypłacania im ustawowej odprawy. Inną często stosowaną praktyką wyzyskiwania trudnej sytuacji życiowej pracowników jest "praca na próbę". Pracownik pracuje od rana do nocy, ponieważ pracodawca daje mu do zrozumienia, że zatrudni go na stałe, jeśli w dniu, w którym godzi się pracować bez wynagrodzenia wykaże, iż się do pracy nadaje. Po przepracowaniu dniówki dowiaduje się, że nie ma dla niego zajęcia albo, że się nie sprawdził. W ubiegłym tygodniu działacze IWU pikietowali polską restaurację w centrum Dublina, która stosowała "pracę na próbę". Od pikiety odstąpiono po uregulowaniu tej kwestii.
Wrócili z Irlandii, bo w Polsce lepiej płacą
Brygada dekarzy spod Poznania wróciła z Irlandii, bo będzie w Polsce kładła dachy za dwa razy większe pieniądze niż tam - czytamy w "Gazecie Wyborczej". To nie żart. Brakuje mi fachowców. Szukam ich za każdą cenę - mówi właściciel firmy, który szuka ludzi do budowy stadionu w Poznaniu. Piotr Andrzejewski ma małą firmę budowlaną. Miesiąc temu on i jego pięciu pracowników wyjechali na podbój Irlandii. Mieli dostać 13 euro za godzinę. To zarobek około dwóch tys. euro miesięcznie, czyli osiem tys. złotych brutto. I robota była pewna: w Dublinie Tesco stawia największy w Europie magazyn. Andrzejewski i jego ludzie mieli kłaść ponad 80 tys. m kw. dachu. Roboty na rok. Gdy dojechali do Dublina na początku czerwca, okazało się, że przyjechali do raju. Praca i odpoczynek miały być godne fachowców najwyższej klasy. Od razu dostali opłacony hotel trzygwiazdkowy. Gdy musieli przejść badania bhp, otrzymali w tym celu czek na 600 euro i tłumacza. Ale brygada nie przepracowała nawet kilku dni. Spakowała się i wróciła do kraju. Andrzejewski: Dowiedzieliśmy się, że w Polsce czeka na nas jeszcze lepsza oferta - mówi gazecie. Bo Andrzejewski i jego ludzie jeszcze w Dublinie usiedli z kartką i ołówkiem i zaczęli liczyć. Hotel był tylko na kilka dni. Potem musieliby wynająć wspólny dom. Dekarz Piotr Stopa: Od dwóch tys. euro zarobku w Dublinie odjęliśmy tysiąc za wynajem domu. A jeszcze podatek, wyżywienie i choć raz na dwa miesiące powrót do rodziny. Zostałoby po dwa, trzy tys. zł na rękę. A my mamy rodziny, które wiedzą, że w Polsce możemy to zarobić w dwa tygodnie. I bez rozłąki - podkreśla. Po powrocie do Polski brygada dekarzy nie zdążyła się rozpakować, gdy zadzwonił rolnik z Kościana pod Poznaniem Henryk Kaczmarek. Oni mi panie, z nieba spadają! Co ja się fachowców naszukał - cieszy się Kaczmarek. Ludzie Andrzejewskiego zarobią u rolnika - po przeliczeniu kosztów - więcej niż w Irlandii - zaznacza "Gazeta Wyborcza". (PAP)
Czy emigranci będą wracać
Za sprawą emigrantów, Wielka Brytania ma najlepiej wykształconych pracowników niskiego i średniego szczebla. Czy dyplomowani nauczyciele, zmywający naczynia w brytyjskich restauracjach, inżynierowie noszący cegły, będą wracać do Polski i czy się odnajdą na naszym rynku? Nie miałem wyboru - Wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii ponad trzy lata temu nie miałem wyboru. W Polsce nie mogłem znaleźć pracy, musiałem zatrudnić się na angielskiej budowie. Jestem po ekonomii. Gdybym teraz wrócił do Polski musiałbym zaczynać od zera. Nie wiem, czy jako trzydziestolatek, bez doświadczenia w zarządzaniu, ktoś by mnie przyjął na stanowisko menedżerskie. Pewnie mógłbym liczyć tylko na zatrudnienie w firmie budowlanej. W Wielkiej Brytanii należę do grupy najmniej zarabiających pracowników fizycznych. Przyuczam też do pracy praktykantów. Nie spełniam się zawodowo, miałem wyższe aspiracje zawodowe, ale dobrze zarabiam twierdzi Jarosław Jakóbczyk, absolwent z Poznania. Inna rzeczywistość Podobnego zdania jest Karolina, absolwentka pedagogiki w Bydgoszczy, obecnie opiekunka do dzieci w jednym z brytyjskich rodzin. - Będąc w Londynie wysyłałam kilka maili do bydgoskich szkół, starałam się o stanowisko pedagoga. Dyrektorzy odpisywali, że nie są zainteresowani, bo mam tylko "goły" dyplom magistra. Sugerowali, że powinnam zrobić w Polsce dodatkowe kursy, szkolenia. Odpisywali mi, że nie mam doświadczenia, a opieka dwójką dzieci to za mało. Dostałam nawet maila, w którym dyrektorka pisała, że nie widzi mnie jako pedagoga, bo zbyt długo byłam oderwana od polskiej rzeczywistości. W Londynie żyje mi się średnio, należę do osób o najniższym statusie. Chociaż dobrze posługuję się językiem, nie znalazłam pracy na bardziej satysfakcjonującym stanowisku. Chciałabym pracować w szkole, to było moje marzenie mówi Karolina Cymes, ma 31 lat. Na pewno nie wrócę Nie wszyscy należą do osób o najniższym statusie. W Wielkiej Brytanii dobrze radzą sobie lekarze, pielęgniarki, spece od informatyki. Przedstawiciele tych zawodów z pewnością nie będą chcieli wracać. - Po dwóch latach w klinice stomatologicznej od zwykłego pracownika, awansowałem na zastępcę szefa całej sieci. Teraz to ja przyjmuję pracowników. Dobrze zarabiam, dwa razy w roku wyjeżdżam na wakacje, nie przepracowuję się, spełniam się zawodowo. Na pewno nie wrócę do Polski. Mam tu rodzinę, kupiłem dom, żona nie musi pracować mówi Tadeusz Laskowski, stomatolog z Gdańska.
Praca w Irlandii, studia w Polsce
Coraz więcej młodych ludzi decyduje się wyjechać za granicę, tam ułożyć sobie życie i zarabiać na studia. Tyle, że o dyplomy walczą w Polsce. Zwykle dwa razy w miesiącu przylatują na zjazdy, a w sesji na egzaminy. Z wykładowcami i znajomymi "podrzucającymi" notatki, często kontaktują się przez internet. Szkoły wyższe w całej Polsce proponują szeroką gamę możliwości: studia zaoczne, eksternistyczne, naukę przez internet. Średnia opłata za semestr studiów zaocznych to 2500 zł. Zjazdy są przeważnie co dwa tygodnie, od piątku do niedzieli. Zaletą tego trybu jest systematyczność, a to mobilizuje do nauki. Dla tych, którzy nie mogą tak często przyjeżdżać do Polski przewidziane są studia eksternistyczne. W zależności od kierunku i uczelni, zajęcia odbywają się 1-3 razy w semestrze. Zjazdy natomiast mogą trwać tylko weekend, ale są też takie, na które trzeba poświęcić tydzień, a czasem dwa. Wówczas na uczelni spędza się nawet po 10 godzin dziennie. Innym wyjściem są e-studia. Wystarczy komputer z dostępem do internetu. No i oczywiście trochę czasu. Wykłady, pozycje bibliograficzne oraz prace kontrolne przesyłane są drogą elektroniczną. Taka forma studiowania jest dużo tańsza, maleją koszty związane z dojazdem, noclegiem czy wyżywieniem. Zainteresowani dokładne informacje, dotyczące konkretnych kierunków, znajdą na stronach internetowych uczelni.
Pracując w irlandzkim barze McDonalds czy przy rozwożeniu gazet w Danii młodzi, dobrze wykształceni Polacy mają więcej satysfakcji z życia niż ich koledzy w Polsce. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o perspektywy na przyszłość, czyli o normalność. Brakuje dokładnych danych, ilu Polaków wyemigrowało od maja 2004 roku. Według różnych szacunków wyjechało za pracą od 300 tysięcy do 2 milionów ludzi. Odkąd kilka krajów Unii Europejskich otworzyło rynki pracy przed nowymi członkami z możliwości wyjazdu korzysta coraz więcej osób, co widać choćby po malejącym w Polsce bezrobociu oraz po rosnącym popycie na specjalistów. Fala wyjazdów właściwie dopiero się rozpoczyna. Według raportu "Satysfakcja pracowników 2006" opublikowanego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych (IIBR), do emigracji zarobkowej skłonny jest obecnie co drugi pracownik polskich przedsiębiorstw. Według analiz IIBR najważniejszym bodźcem do opuszczenia Polski jest możliwość zarobienia większych pieniędzy. Choć, jak wiadomo, pieniądze to nie wszystko. Polacy chcą szlifować obce języki i zdobywać doświadczenie, jakże potrzebne, kiedy przez wiele lat w ogłoszeniach prasowych pracodawcy wymagali poza młodym wiekiem i wykształceniem minimum 3-letniego stażu na podobnym stanowisku (także w nowych zawodach). Wysokie bezrobocie (rynek pracodawcy) wpłynęło demoralizująco na rodzimych pracodawców, którzy szukali sposobów na podniesienie konkurencyjności firm wszędzie poza inwestycjami w kapitał ludzki. Trudno się temu dziwić, gdy na jedno ogłoszenie w prasie odpowiadało kilkaset osób. Taka sytuacja rodziła patologie, przypadki dyskryminacji pracowników, nieprzestrzeganie przepisów prawa pracy (np. w sieciach handlowych), w tym pojawienie się nowych zjawisk jak mobbing czy wykorzystywanie seksualne. Problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy rodziły z kolei w Polakach frustracje. Wielu młodych, sfrustrowanych Polaków to absolwenci szkół wyższych, którzy wchodzili na rynek pracy bez perspektyw na znalezienie ambitnego zatrudnienia za pieniądze pozwalające samodzielnie się utrzymać, rozwijać, zakładać rodziny. Media nadały 30-latkom bez szans na karierę przydomek "Pokolenie 1200 brutto"... We wrześniu 2005 r. w jednym z portali internetowych ukazał się artykuł o zjawisku "Pokolenia 1200". W portalu rozgorzała wówczas dyskusja o rynku pracy. Jeden z dyskutantów napisał: "Z przykrością muszę stwierdzić, iż taka sytuacja dopadła także mnie. Jestem 3 lata po studiach, pracuję za 820 zł na rękę. Za te pieniądze muszę się utrzymać. Nie mieszkam z rodzicami. Człowiek mając 27 lat chce się od czasu do czasu zabawić, pójść gdzieś, pojechać, ale często na rozrywki brakuje już pieniędzy. W takiej sytuacji nie dziwi mnie, że zdecydowana większość moich rówieśników chce wyjechać z kraju. Mnie też to czeka". Inny z internatów, piszący zza granicy, dodał na forum: "Smutna ta nasza rzeczywistość. Sam po obronie dałem dyla, nawet nie odebrałem dyplomu, bo nie w smak było mi właśnie 800-1000 na rękę. Początek za granicą jest ciężki - spałem pod kocykiem na podłodze na poddaszu z kumplem i liczyłem każdego centa. Minęło ponad 2 lata. Teraz mam dobry samochód, kupiłem mieszkanie, które będę spłacał, ale ze spłatą nie będę miał większych problemów. U nas bym nie dał rady żyć na takim poziomie. Tęsknię, ale do dziadostwa wracać nie warto". Jednak opinie o emigracji zarobkowej są podzielone, część emigrantów jest zawiedzionych, czują się za granicą obywatelami drugiej kategorii, tęsknią za Polską. Ale wracać do Polski nie chcą lub nie mogą. W serwisie "Kafeteria" pojawiła się w maju 2006 r. (w dyskusji o emigracji) znamienna opinia internautki, która mieszka w Irlandii od 6 miesięcy i nie zamierza wracać do ojczyzny: "Wprawdzie mam 3 dyplomy uniwersyteckie i pracuje w McDonaldzie, ale wiem, że to dopiero początek, a wraz z poprawieniem się mojego angielskiego, przyjdzie lepsza praca. Bałam się pracy w takim miejscu, ale jest dobrze - przełożeni są mili, pomagają na każdym kroku i idą na rękę, np. kiedy tylko poproszę o wolne. Dlaczego nie chcę wracać?" - uprzedza pytanie internautka. "Bo chociaż pracuję tutaj za prawie najniższą stawkę, stać mnie na wyjazdy (choćby na weekend) do Szkocji, Anglii, ot tak, po prostu, bo mnie znajomy zaprosił. Bo idąc do sklepu po mój ulubiony kosmetyk, kupuję go bez patrzenia na cenę, i nie jest to obciążone półrocznymi wyrzeczeniami, jak niegdyś w Polsce, gdzie byłam m.in. nauczycielką".
Irlandzkie związki walczą z wykorzystywaniem Polaków
Imigranci zatrudnieni w Irlandii pracują za niewolnicze stawki - mówi Ray O'Reilly ze związku zawodowego Independent Workers Union. O'Reilly przekonuje, że m.in. polscy pracodawcy w Irlandii wykorzystują swoich rodaków. Podobnie jest w przypadku innych nacji. - To, co się dzieje w całym kraju wprost przechodzi wszelkie wyobrażenie. Chińscy pracodawcy wyzyskują chińskich pracowników, polscy polskich, rumuńscy rumuńskich. Także Irlandczykom nie są obce praktyki opłacania pracowników według rażąco niskich stawek - powiedział O'Reilly irlandzkim mediom. IWU wykrył praktyki płacenia pracownikom drastycznie zaniżonych wynagrodzeń, a także zwalniania długoletnich pracowników bez wypłacania im ustawowej odprawy. Inną często stosowaną praktyką wyzyskiwania trudnej sytuacji życiowej pracowników jest "praca na próbę". Pracownik pracuje od rana do nocy, ponieważ pracodawca daje mu do zrozumienia, że zatrudni go na stałe, jeśli w dniu, w którym godzi się pracować bez wynagrodzenia wykaże, iż się do pracy nadaje. Po przepracowaniu dniówki dowiaduje się, że nie ma dla niego zajęcia albo, że się nie sprawdził. W ubiegłym tygodniu działacze IWU pikietowali polską restaurację w centrum Dublina, która stosowała "pracę na próbę". Od pikiety odstąpiono po uregulowaniu tej kwestii.
Wrócili z Irlandii, bo w Polsce lepiej płacą
Brygada dekarzy spod Poznania wróciła z Irlandii, bo będzie w Polsce kładła dachy za dwa razy większe pieniądze niż tam - czytamy w "Gazecie Wyborczej". To nie żart. Brakuje mi fachowców. Szukam ich za każdą cenę - mówi właściciel firmy, który szuka ludzi do budowy stadionu w Poznaniu. Piotr Andrzejewski ma małą firmę budowlaną. Miesiąc temu on i jego pięciu pracowników wyjechali na podbój Irlandii. Mieli dostać 13 euro za godzinę. To zarobek około dwóch tys. euro miesięcznie, czyli osiem tys. złotych brutto. I robota była pewna: w Dublinie Tesco stawia największy w Europie magazyn. Andrzejewski i jego ludzie mieli kłaść ponad 80 tys. m kw. dachu. Roboty na rok. Gdy dojechali do Dublina na początku czerwca, okazało się, że przyjechali do raju. Praca i odpoczynek miały być godne fachowców najwyższej klasy. Od razu dostali opłacony hotel trzygwiazdkowy. Gdy musieli przejść badania bhp, otrzymali w tym celu czek na 600 euro i tłumacza. Ale brygada nie przepracowała nawet kilku dni. Spakowała się i wróciła do kraju. Andrzejewski: Dowiedzieliśmy się, że w Polsce czeka na nas jeszcze lepsza oferta - mówi gazecie. Bo Andrzejewski i jego ludzie jeszcze w Dublinie usiedli z kartką i ołówkiem i zaczęli liczyć. Hotel był tylko na kilka dni. Potem musieliby wynająć wspólny dom. Dekarz Piotr Stopa: Od dwóch tys. euro zarobku w Dublinie odjęliśmy tysiąc za wynajem domu. A jeszcze podatek, wyżywienie i choć raz na dwa miesiące powrót do rodziny. Zostałoby po dwa, trzy tys. zł na rękę. A my mamy rodziny, które wiedzą, że w Polsce możemy to zarobić w dwa tygodnie. I bez rozłąki - podkreśla. Po powrocie do Polski brygada dekarzy nie zdążyła się rozpakować, gdy zadzwonił rolnik z Kościana pod Poznaniem Henryk Kaczmarek. Oni mi panie, z nieba spadają! Co ja się fachowców naszukał - cieszy się Kaczmarek. Ludzie Andrzejewskiego zarobią u rolnika - po przeliczeniu kosztów - więcej niż w Irlandii - zaznacza "Gazeta Wyborcza". (PAP)
Czy emigranci będą wracać
Za sprawą emigrantów, Wielka Brytania ma najlepiej wykształconych pracowników niskiego i średniego szczebla. Czy dyplomowani nauczyciele, zmywający naczynia w brytyjskich restauracjach, inżynierowie noszący cegły, będą wracać do Polski i czy się odnajdą na naszym rynku? Nie miałem wyboru - Wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii ponad trzy lata temu nie miałem wyboru. W Polsce nie mogłem znaleźć pracy, musiałem zatrudnić się na angielskiej budowie. Jestem po ekonomii. Gdybym teraz wrócił do Polski musiałbym zaczynać od zera. Nie wiem, czy jako trzydziestolatek, bez doświadczenia w zarządzaniu, ktoś by mnie przyjął na stanowisko menedżerskie. Pewnie mógłbym liczyć tylko na zatrudnienie w firmie budowlanej. W Wielkiej Brytanii należę do grupy najmniej zarabiających pracowników fizycznych. Przyuczam też do pracy praktykantów. Nie spełniam się zawodowo, miałem wyższe aspiracje zawodowe, ale dobrze zarabiam twierdzi Jarosław Jakóbczyk, absolwent z Poznania. Inna rzeczywistość Podobnego zdania jest Karolina, absolwentka pedagogiki w Bydgoszczy, obecnie opiekunka do dzieci w jednym z brytyjskich rodzin. - Będąc w Londynie wysyłałam kilka maili do bydgoskich szkół, starałam się o stanowisko pedagoga. Dyrektorzy odpisywali, że nie są zainteresowani, bo mam tylko "goły" dyplom magistra. Sugerowali, że powinnam zrobić w Polsce dodatkowe kursy, szkolenia. Odpisywali mi, że nie mam doświadczenia, a opieka dwójką dzieci to za mało. Dostałam nawet maila, w którym dyrektorka pisała, że nie widzi mnie jako pedagoga, bo zbyt długo byłam oderwana od polskiej rzeczywistości. W Londynie żyje mi się średnio, należę do osób o najniższym statusie. Chociaż dobrze posługuję się językiem, nie znalazłam pracy na bardziej satysfakcjonującym stanowisku. Chciałabym pracować w szkole, to było moje marzenie mówi Karolina Cymes, ma 31 lat. Na pewno nie wrócę Nie wszyscy należą do osób o najniższym statusie. W Wielkiej Brytanii dobrze radzą sobie lekarze, pielęgniarki, spece od informatyki. Przedstawiciele tych zawodów z pewnością nie będą chcieli wracać. - Po dwóch latach w klinice stomatologicznej od zwykłego pracownika, awansowałem na zastępcę szefa całej sieci. Teraz to ja przyjmuję pracowników. Dobrze zarabiam, dwa razy w roku wyjeżdżam na wakacje, nie przepracowuję się, spełniam się zawodowo. Na pewno nie wrócę do Polski. Mam tu rodzinę, kupiłem dom, żona nie musi pracować mówi Tadeusz Laskowski, stomatolog z Gdańska.
Praca w Irlandii, studia w Polsce
Coraz więcej młodych ludzi decyduje się wyjechać za granicę, tam ułożyć sobie życie i zarabiać na studia. Tyle, że o dyplomy walczą w Polsce. Zwykle dwa razy w miesiącu przylatują na zjazdy, a w sesji na egzaminy. Z wykładowcami i znajomymi "podrzucającymi" notatki, często kontaktują się przez internet. Szkoły wyższe w całej Polsce proponują szeroką gamę możliwości: studia zaoczne, eksternistyczne, naukę przez internet. Średnia opłata za semestr studiów zaocznych to 2500 zł. Zjazdy są przeważnie co dwa tygodnie, od piątku do niedzieli. Zaletą tego trybu jest systematyczność, a to mobilizuje do nauki. Dla tych, którzy nie mogą tak często przyjeżdżać do Polski przewidziane są studia eksternistyczne. W zależności od kierunku i uczelni, zajęcia odbywają się 1-3 razy w semestrze. Zjazdy natomiast mogą trwać tylko weekend, ale są też takie, na które trzeba poświęcić tydzień, a czasem dwa. Wówczas na uczelni spędza się nawet po 10 godzin dziennie. Innym wyjściem są e-studia. Wystarczy komputer z dostępem do internetu. No i oczywiście trochę czasu. Wykłady, pozycje bibliograficzne oraz prace kontrolne przesyłane są drogą elektroniczną. Taka forma studiowania jest dużo tańsza, maleją koszty związane z dojazdem, noclegiem czy wyżywieniem. Zainteresowani dokładne informacje, dotyczące konkretnych kierunków, znajdą na stronach internetowych uczelni.
praca w irlandii praca praca irlandia praca w dublinie praca dublin praca sezonowa w irlandii praca wakacyjna w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach irlandia samozatrudnienie irlandia oferty pracy irlandia oferty pracy w irlandii ogłoszenia praca irlandia ogłoszenia praca w irlandii szukam pracy w irlandii praca na wyspach praca w wielkiej brytanii praca dla studentów w irlandii
Więcej na temat Praca w Irlandi znajdziesz w wyszukiwarce Google: