PRACA IRLANDIA
PRACA IRLANDIA, LEGALNA PRACA W IRLANDII
Polscy ochroniarze najliczniejsza grupą w Irlandii
Imigranci z Polski, obok Irlandczyków, są drugą najliczniejszą grupą narodowościową wśród 8,5 tys. osób, które w minionym półroczu w Republice Irlandii złożyły wnioski o licencję uprawniającą do pracy w ochronie. Z danych PSA (Private Security Authority), nadzorującej prywatny sektor ochroniarski i wydającej licencje, wynika, iż Polacy złożyli 8 proc. ogółu wniosków o przyznanie licencji wobec 65 proc. złożonych przez Irlandczyków. Na trzecim miejscu są Nigeryjczycy (5 proc.). Wnioski wpłynęły od osób 92 narodowości. Od 1 kwietnia br. praca w sektorze ochroniarskim w Irlandii bez licencji lub dowodu złożenia wniosku o jej wydanie jest wykroczeniem. Odpowiedzialności podlega także pracodawca zatrudniający pracownika bez licencji. Pracownicy zatrudnieni przed 1 kwietnia muszą przejść nową weryfikację. Uzyskanie licencji wymaga m.in. zaświadczenia o niekaralności czy dowodu uregulowanych zobowiązań podatkowych. Kandydata dyskwalifikuje wykroczenie drogowe. Ochroniarze pracują m.in. jako tzw. bramkarze pilnujący wejścia lub strażnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo w miejscach publicznych.
Polacy strajkują w irlandzkim Dellu
Mieliśmy być elitą, a wylądowaliśmy w obozie pracy - skarżą się pracownicy łódzkiego zakładu Dell, którzy polecieli na trzymiesięczne szkolenie do irlandzkiego Limerick. Około 100 osób wszczęło akcję protestacyjną - informuje "Dziennik Łódzki". Przedstawiciele amerykańskiego koncernu komputerowego Dell pojawili się w Łodzi rok temu. Podczas "dnia otwartego" firmy drzwi łódzkiej filharmonii szturmowało w nadziei na zatrudnienie ponad siedem tys. osób. Angaże ma dostać tysiąc. Pracę mają rozpocząć w listopadzie, gdy ruszy łódzki zakład Della. Czterystu "pionierów", którzy jako pierwsi podpisali umowy, w sierpniu poleciało na szkolenie do Limerick, gdzie znajduje się największy europejski zakład Della. Niestety, wielu z nich przeżyło bolesne rozczarowanie. Polscy menedżerowie od trzech tygodni zmuszają nas do pracy po 12 godzin dziennie, grożąc, że jeśli nie będziemy zostawać dłużej, stracimy posady. A przecież podpisaliśmy kontrakty na ośmiogodzinny dzień pracy - załamuje ręce Piotr, w Dellu zatrudniony przy linii produkcyjnej. Polscy pracownicy Della zostali w większości zakwaterowani w małych wioskach, daleko od Limerick. Polacy nie mają własnych samochodów, nie znają dróg. Do pracy i z pracy wożą ich autobusy, podstawiane przez firmę. Jesteśmy bezbronni, całkowicie zdani na te nieszczęsne autobusy - mówi gazecie Paweł, inny robotnik Della. A szefowie to wykorzystują. Dla tych, którzy się buntują i zamierzają wracać do domu po ośmiu godzinach, nikt nie zamawia transportu. Po trzech tygodniach harówki zdecydowaliśmy się na strajk - dodaje Paweł. W ostatnią sobotę Polacy zostali poproszeni, by po godzinach pakowali laptopy do wysyłki. Nie wykonali polecenia. Wyszli z zakładu. W proteście udział wzięło - według różnych relacji - od 30 nawet do 100 osób - informuje "Dzienni Łódzki".
Praca na budowach
Budownictwo w Irlandii to najprężniej rozwijająca się branża, która zatrudnia ponad 250 tys. pracowników. Nie brakuje też polskich firm w tym sektorze. Zanim jednak podejmiesz zatrudnienie w zawodzie budowlańca, dobrze się przygotuj. Branża tak jest bowiem na Zielonej Wyspie traktowana wyjątkowo i konieczne jest dopełnienie niezbędnych formalności. Po pierwsze jak w każdej pracy w Irlandii musisz uzyskać numer PPS (Personal Public Services Number). To odpowiednik polskiego NIP-u i PESEL-u w jednym. Bez tego numeru nie uzyskasz dostępu do takich usług jak opieka zdrowotna, edukacja i zapłacisz też wyższy podatek. Safe Pass To kolejny dokument, związany jednak wyłącznie z budownictwem, który musisz mieć. Bez niego nie masz czego szukać na budowie. Aby uzyskać Safe Pass, musisz zaliczyć jednodniowe szkolenie na temat bezpieczeństwa coś w rodzaju naszego BHP. Na szkoleniu obecni są polscy tłumacze mówi Marek, który przechodził już przez tę procedurę. Kurs kończy się egzaminem. Nie ma się jednak czego bać, tłumacze bowiem często sami podpowiadają odpowiedzi. Tę opinię potwierdza Adrian Kuklis, właściciel firmy budowlanej Bukan ADK Constuction Ltd w Irlandii. Współpracujemy z dwoma firmami, które szkolą dla nas kandydatów do pracy mówi. Zarówno u nas, jak i w całym Dublinie, nie słyszałem, aby ktokolwiek nie zdał egzaminu. Nie znaczy to jednak, że do szkolenia można podejść zupełnie na luzie i traktować je jako wymyśloną przez urzędników i nikomu niepotrzebną, formalność. W Irlandii przywiązuje się wielką wagę do bezpieczeństwa. Na większych budowach jest zatrudniana specjalna osoba, tzw. Safety Officer, pilnująca, by wszystkie zasady były przestrzegane twierdzi Kuklis. Chodzi o to, że w razie wypadku płaci się horrendalnie wysokie odszkodowania. By tego uniknąć, umowa ubezpieczeniowa jest często tak skonstruowana, że gdy coś się stanie, odpowiedzialność spada na pracownika. Bezpieczeństwo i ubezpieczenie Należy też pomyśleć o dodatkowym ubezpieczeniu, tym bardziej, że obowiązkowa składka PRSI (odpowiednik polskiego ZUS-u), nie pokrywa w pełni wszystkich kosztów leczenia. Można polisę wykupić w Irlandii, ale jeśli jedziesz tam tylko na kilka miesięcy, często bardziej opłaca się zrobić to w Polsce. Moim pracownikom zalecam ubezpieczenie od kosztów leczenia za granicą, które oferuje większość polskich towarzystw ubezpieczeniowych. Koszt to około 150 zł miesięczne, co przy tutejszych zarobkach naprawdę nie jest wygórowaną kwotą zapewnia Kuklis. Oprócz Safe Pass już na budowach co jakiś czas przeprowadza się szkolenia z zakresu bezpieczeństwa, jak: induction wprowadzające nowego pracownika, toolbox krótkie szkolenia przeprowadzane co jeden-dwa tygodnie w miarę postępu prac, a także inne, zapoznające pracowników z obsługą poszczególnych narzędzi. Po każdym takim szkoleniu pracownik musi podpisać stosowny dokument na dowód, że zapoznał się z zasadami.
Irlandczycy szukają polskich niań na castingach
Irlandzkie rodziny szukające niań i pomocy domowych przyjeżdżają do Polski, by wybrać w castingu najlepszą kandydatkę - informuje "Metro". Roy i Nel przyjechali z Cork, gdzie prowadzą restaurację. On - po czterdziestce, ona - sporo młodsza. Spokojni, skromnie ubrani. Szukają opiekunki do czteroletniego Padraiga i dwuletniej Susan. Z kandydatkami na opiekunkę dla ich dzieci spotykają się w jednym z warszawskich hoteli. Na ten casting przychodzi także dziennikarka "Metra". Zasypują mnie pytaniami - relacjonuje autorka artykułu. Obok podstawowych (czy zajmowałam się dziećmi, gotuję, palę, mam narzeczonego) pytają też, czy lepiej dogaduję się z ojcem czy matką, czy kąpię się rano, wieczorem czy dwa razy dziennie, ile godzin śpię. Proszą też o zaświadczenie od lekarza. Będziesz miała u nas jak w raju. Miesięcznie 750 euro, wyżywienie, własny pokój, wspólne podróże po świecie - zapewnia Nel. Widać, że zależy im, by przywieźć opiekunkę z Polski - komentuje dziennikarka. Roy i Nel to tylko jedna z wielu irlandzkich i angielskich rodzin, które w ostatnich tygodniach odwiedziły Warszawę. Chcą same znaleźć w castingu nianię. Co prawda i w Polsce, i w ich krajach działają agencje, które poszukują niań, ale spotkania "twarzą w twarz" organizują bardzo rzadko. Wszystko przez koszta. Czasem agencji trzeba zostawić wartość trzymiesięcznego wynagrodzenia - twierdzi Ewa Przybylska z agencji pracy tymczasowej Manpower. Anna Sadowska z Help-Home dodaje: Na Zachodzie powoli odchodzi się od popularnego systemu Au Pair. Zatrudniona tak opiekunka może pracować tylko rok. Dziecko się do niej przyzwyczaja, a ona musi wyjechać. Nasi klienci poszukują niani na minimum trzy lata. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca w warszawskiej "Gazecie Wyborczej Praca" pojawiło się 16 ogłoszeń o castingach na nianie (kolejne były m.in. w Łodzi i Gdańsku). Polki odpowiadają na nie, wysyłając CV mailem - pisze "Metro". (PAP)
Niegroźna nam rumuńsko-bułgarska konkurencja
Ulice Dublina od zawsze zaludniały tłumy artystów, grajków i domorosłych muzykantów, zbierających miedziaki do kapelusza. Od stycznia tego roku wśród tych ulicznych motyli pojawiło się wielu smagłolicych przybyszy, Cyganów z Rumuni i Bułgarii. Czy po wstąpieniu tych dwóch krajów do Unii Europejskiej Polacy przebywający w Irlandii mają podstawy do obaw? Czy polscy budowlańcy również poczują na plecach oddech konkurencji? Czy to cisza przed burzą? W ostatnich tygodniach ubiegłego roku wyczuć można było pewne napięcie. Bułgaria i Rumunia wstępowały w struktury unijne, a Wielka Brytania i Irlandia warunkowo otworzyły dla nich swoje rynki pracy. Mieszkający na Zielonej Wyspie Polacy nerwowo wyglądali nowych przybyszów ze wschodnich krańców Europy. Tymczasem na rynku panuje cisza. Czy to cisza przed burzą? retorycznie pyta Barnaba Dorda, związkowiec z największej centrali SIPTU. Wedle statystyk, w pierwszym kwartale bieżącego roku, wydano obywatelom Rumunii około 4,5 tysiąca numerów PPS, niezbędnych do podjęcia legalnej pracy w Irlandii. To tyle samo, ile wydano je w całym roku 2006. Wciąż jednak to Polacy stanowią najliczniejszą grupę emigrantów w tym samym czasie (pierwszy kwartał br.) dla obywateli polskich wydano 8,5 tysiąca numerów PPS. Tanio, taniej, najtaniej Rumuni wciąż jednak muszą starać się o pozwolenia na pracę, dlatego nie mogą jej podejmować tak swobodnie, jak Polacy tłumaczy Dorda. W Irlandii, jeszcze przed otwarciem rynku pracy, mieszkało już wielu obywateli Rumunii. Nie należy ich też mylić z rumuńskimi Cyganami, którzy na akcesji zyskali tyle, że jeszcze swobodniej podróżować mogą pomiędzy krajami Unii.
Imigranci z Polski, obok Irlandczyków, są drugą najliczniejszą grupą narodowościową wśród 8,5 tys. osób, które w minionym półroczu w Republice Irlandii złożyły wnioski o licencję uprawniającą do pracy w ochronie. Z danych PSA (Private Security Authority), nadzorującej prywatny sektor ochroniarski i wydającej licencje, wynika, iż Polacy złożyli 8 proc. ogółu wniosków o przyznanie licencji wobec 65 proc. złożonych przez Irlandczyków. Na trzecim miejscu są Nigeryjczycy (5 proc.). Wnioski wpłynęły od osób 92 narodowości. Od 1 kwietnia br. praca w sektorze ochroniarskim w Irlandii bez licencji lub dowodu złożenia wniosku o jej wydanie jest wykroczeniem. Odpowiedzialności podlega także pracodawca zatrudniający pracownika bez licencji. Pracownicy zatrudnieni przed 1 kwietnia muszą przejść nową weryfikację. Uzyskanie licencji wymaga m.in. zaświadczenia o niekaralności czy dowodu uregulowanych zobowiązań podatkowych. Kandydata dyskwalifikuje wykroczenie drogowe. Ochroniarze pracują m.in. jako tzw. bramkarze pilnujący wejścia lub strażnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo w miejscach publicznych.
Polacy strajkują w irlandzkim Dellu
Mieliśmy być elitą, a wylądowaliśmy w obozie pracy - skarżą się pracownicy łódzkiego zakładu Dell, którzy polecieli na trzymiesięczne szkolenie do irlandzkiego Limerick. Około 100 osób wszczęło akcję protestacyjną - informuje "Dziennik Łódzki". Przedstawiciele amerykańskiego koncernu komputerowego Dell pojawili się w Łodzi rok temu. Podczas "dnia otwartego" firmy drzwi łódzkiej filharmonii szturmowało w nadziei na zatrudnienie ponad siedem tys. osób. Angaże ma dostać tysiąc. Pracę mają rozpocząć w listopadzie, gdy ruszy łódzki zakład Della. Czterystu "pionierów", którzy jako pierwsi podpisali umowy, w sierpniu poleciało na szkolenie do Limerick, gdzie znajduje się największy europejski zakład Della. Niestety, wielu z nich przeżyło bolesne rozczarowanie. Polscy menedżerowie od trzech tygodni zmuszają nas do pracy po 12 godzin dziennie, grożąc, że jeśli nie będziemy zostawać dłużej, stracimy posady. A przecież podpisaliśmy kontrakty na ośmiogodzinny dzień pracy - załamuje ręce Piotr, w Dellu zatrudniony przy linii produkcyjnej. Polscy pracownicy Della zostali w większości zakwaterowani w małych wioskach, daleko od Limerick. Polacy nie mają własnych samochodów, nie znają dróg. Do pracy i z pracy wożą ich autobusy, podstawiane przez firmę. Jesteśmy bezbronni, całkowicie zdani na te nieszczęsne autobusy - mówi gazecie Paweł, inny robotnik Della. A szefowie to wykorzystują. Dla tych, którzy się buntują i zamierzają wracać do domu po ośmiu godzinach, nikt nie zamawia transportu. Po trzech tygodniach harówki zdecydowaliśmy się na strajk - dodaje Paweł. W ostatnią sobotę Polacy zostali poproszeni, by po godzinach pakowali laptopy do wysyłki. Nie wykonali polecenia. Wyszli z zakładu. W proteście udział wzięło - według różnych relacji - od 30 nawet do 100 osób - informuje "Dzienni Łódzki".
Praca na budowach
Budownictwo w Irlandii to najprężniej rozwijająca się branża, która zatrudnia ponad 250 tys. pracowników. Nie brakuje też polskich firm w tym sektorze. Zanim jednak podejmiesz zatrudnienie w zawodzie budowlańca, dobrze się przygotuj. Branża tak jest bowiem na Zielonej Wyspie traktowana wyjątkowo i konieczne jest dopełnienie niezbędnych formalności. Po pierwsze jak w każdej pracy w Irlandii musisz uzyskać numer PPS (Personal Public Services Number). To odpowiednik polskiego NIP-u i PESEL-u w jednym. Bez tego numeru nie uzyskasz dostępu do takich usług jak opieka zdrowotna, edukacja i zapłacisz też wyższy podatek. Safe Pass To kolejny dokument, związany jednak wyłącznie z budownictwem, który musisz mieć. Bez niego nie masz czego szukać na budowie. Aby uzyskać Safe Pass, musisz zaliczyć jednodniowe szkolenie na temat bezpieczeństwa coś w rodzaju naszego BHP. Na szkoleniu obecni są polscy tłumacze mówi Marek, który przechodził już przez tę procedurę. Kurs kończy się egzaminem. Nie ma się jednak czego bać, tłumacze bowiem często sami podpowiadają odpowiedzi. Tę opinię potwierdza Adrian Kuklis, właściciel firmy budowlanej Bukan ADK Constuction Ltd w Irlandii. Współpracujemy z dwoma firmami, które szkolą dla nas kandydatów do pracy mówi. Zarówno u nas, jak i w całym Dublinie, nie słyszałem, aby ktokolwiek nie zdał egzaminu. Nie znaczy to jednak, że do szkolenia można podejść zupełnie na luzie i traktować je jako wymyśloną przez urzędników i nikomu niepotrzebną, formalność. W Irlandii przywiązuje się wielką wagę do bezpieczeństwa. Na większych budowach jest zatrudniana specjalna osoba, tzw. Safety Officer, pilnująca, by wszystkie zasady były przestrzegane twierdzi Kuklis. Chodzi o to, że w razie wypadku płaci się horrendalnie wysokie odszkodowania. By tego uniknąć, umowa ubezpieczeniowa jest często tak skonstruowana, że gdy coś się stanie, odpowiedzialność spada na pracownika. Bezpieczeństwo i ubezpieczenie Należy też pomyśleć o dodatkowym ubezpieczeniu, tym bardziej, że obowiązkowa składka PRSI (odpowiednik polskiego ZUS-u), nie pokrywa w pełni wszystkich kosztów leczenia. Można polisę wykupić w Irlandii, ale jeśli jedziesz tam tylko na kilka miesięcy, często bardziej opłaca się zrobić to w Polsce. Moim pracownikom zalecam ubezpieczenie od kosztów leczenia za granicą, które oferuje większość polskich towarzystw ubezpieczeniowych. Koszt to około 150 zł miesięczne, co przy tutejszych zarobkach naprawdę nie jest wygórowaną kwotą zapewnia Kuklis. Oprócz Safe Pass już na budowach co jakiś czas przeprowadza się szkolenia z zakresu bezpieczeństwa, jak: induction wprowadzające nowego pracownika, toolbox krótkie szkolenia przeprowadzane co jeden-dwa tygodnie w miarę postępu prac, a także inne, zapoznające pracowników z obsługą poszczególnych narzędzi. Po każdym takim szkoleniu pracownik musi podpisać stosowny dokument na dowód, że zapoznał się z zasadami.
Irlandczycy szukają polskich niań na castingach
Irlandzkie rodziny szukające niań i pomocy domowych przyjeżdżają do Polski, by wybrać w castingu najlepszą kandydatkę - informuje "Metro". Roy i Nel przyjechali z Cork, gdzie prowadzą restaurację. On - po czterdziestce, ona - sporo młodsza. Spokojni, skromnie ubrani. Szukają opiekunki do czteroletniego Padraiga i dwuletniej Susan. Z kandydatkami na opiekunkę dla ich dzieci spotykają się w jednym z warszawskich hoteli. Na ten casting przychodzi także dziennikarka "Metra". Zasypują mnie pytaniami - relacjonuje autorka artykułu. Obok podstawowych (czy zajmowałam się dziećmi, gotuję, palę, mam narzeczonego) pytają też, czy lepiej dogaduję się z ojcem czy matką, czy kąpię się rano, wieczorem czy dwa razy dziennie, ile godzin śpię. Proszą też o zaświadczenie od lekarza. Będziesz miała u nas jak w raju. Miesięcznie 750 euro, wyżywienie, własny pokój, wspólne podróże po świecie - zapewnia Nel. Widać, że zależy im, by przywieźć opiekunkę z Polski - komentuje dziennikarka. Roy i Nel to tylko jedna z wielu irlandzkich i angielskich rodzin, które w ostatnich tygodniach odwiedziły Warszawę. Chcą same znaleźć w castingu nianię. Co prawda i w Polsce, i w ich krajach działają agencje, które poszukują niań, ale spotkania "twarzą w twarz" organizują bardzo rzadko. Wszystko przez koszta. Czasem agencji trzeba zostawić wartość trzymiesięcznego wynagrodzenia - twierdzi Ewa Przybylska z agencji pracy tymczasowej Manpower. Anna Sadowska z Help-Home dodaje: Na Zachodzie powoli odchodzi się od popularnego systemu Au Pair. Zatrudniona tak opiekunka może pracować tylko rok. Dziecko się do niej przyzwyczaja, a ona musi wyjechać. Nasi klienci poszukują niani na minimum trzy lata. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca w warszawskiej "Gazecie Wyborczej Praca" pojawiło się 16 ogłoszeń o castingach na nianie (kolejne były m.in. w Łodzi i Gdańsku). Polki odpowiadają na nie, wysyłając CV mailem - pisze "Metro". (PAP)
Niegroźna nam rumuńsko-bułgarska konkurencja
Ulice Dublina od zawsze zaludniały tłumy artystów, grajków i domorosłych muzykantów, zbierających miedziaki do kapelusza. Od stycznia tego roku wśród tych ulicznych motyli pojawiło się wielu smagłolicych przybyszy, Cyganów z Rumuni i Bułgarii. Czy po wstąpieniu tych dwóch krajów do Unii Europejskiej Polacy przebywający w Irlandii mają podstawy do obaw? Czy polscy budowlańcy również poczują na plecach oddech konkurencji? Czy to cisza przed burzą? W ostatnich tygodniach ubiegłego roku wyczuć można było pewne napięcie. Bułgaria i Rumunia wstępowały w struktury unijne, a Wielka Brytania i Irlandia warunkowo otworzyły dla nich swoje rynki pracy. Mieszkający na Zielonej Wyspie Polacy nerwowo wyglądali nowych przybyszów ze wschodnich krańców Europy. Tymczasem na rynku panuje cisza. Czy to cisza przed burzą? retorycznie pyta Barnaba Dorda, związkowiec z największej centrali SIPTU. Wedle statystyk, w pierwszym kwartale bieżącego roku, wydano obywatelom Rumunii około 4,5 tysiąca numerów PPS, niezbędnych do podjęcia legalnej pracy w Irlandii. To tyle samo, ile wydano je w całym roku 2006. Wciąż jednak to Polacy stanowią najliczniejszą grupę emigrantów w tym samym czasie (pierwszy kwartał br.) dla obywateli polskich wydano 8,5 tysiąca numerów PPS. Tanio, taniej, najtaniej Rumuni wciąż jednak muszą starać się o pozwolenia na pracę, dlatego nie mogą jej podejmować tak swobodnie, jak Polacy tłumaczy Dorda. W Irlandii, jeszcze przed otwarciem rynku pracy, mieszkało już wielu obywateli Rumunii. Nie należy ich też mylić z rumuńskimi Cyganami, którzy na akcesji zyskali tyle, że jeszcze swobodniej podróżować mogą pomiędzy krajami Unii.
praca w irlandii praca praca irlandia praca w dublinie praca dublin praca sezonowa w irlandii praca wakacyjna w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach irlandia samozatrudnienie irlandia oferty pracy irlandia oferty pracy w irlandii ogłoszenia praca irlandia ogłoszenia praca w irlandii szukam pracy w irlandii praca na wyspach praca w wielkiej brytanii praca dla studentów w irlandii
Więcej na temat Praca w Irlandi znajdziesz w wyszukiwarce Google: