PRACA IRLANDIA
PRACA IRLANDIA, LEGALNA PRACA W IRLANDII
Irlandzki związek zawodowy protestuje przeciw taniej sile roboczej
Największy irlandzki związek zawodowy SIPTU zagroził zorganizowaniem protestu przeciwko zastępowaniu Irlandczyków tanią siłą roboczą z innych krajów, w tym z dziesięciu nowych krajów UE przez operatora połączeń promowych "Irish Ferries". Poza SIPTU (Services, Industrial, Professional, and Technical Union) do sporu włączył się też brytyjski związek zawodowy RMT (Rail Maritime and Transport), domagając się inspekcji irlandzkich promów w portach brytyjskich w związku z doniesieniami o szykanowaniu załóg przez pracodawcę. Firma "Irish Ferries" nosi się z zamiarem zwolnienia 550 miejscowych pracowników i zatrudnienia na ich miejsce cudzoziemców. Korzystając z otwarcia irlandzkiego rynku pracy, a także z tego, że przepisy o minimalnej płacy nie obowiązują na morzu, firma zamierza nowej załodze płacić poniżej obowiązującej w Irlandii stawki minimum. Centrala związkowa SIPTU ostrzegła w poniedziałek, że nie może być bierna w obliczu takich praktyk, ponieważ mogą one stworzyć niebezpieczny precedens i znaleźć naśladowców w innych gałęziach gospodarki. SIPTU zaprosiła na poniedziałek wieczór inne związki zawodowe, działające w sektorze prywatnym i reprezentujące łącznie 390 tys. pracowników, na naradę, żeby zastanowić się nad akcją protestacyjną i przedyskutować strategię przed kolejną rundą trójstronnych rozmów na linii rząd - pracodawcy - związki zawodowe. Harmonijna współpraca rządu, pracodawców i związkowców (tzw. społeczne partnerstwo) uważana jest za jedno ze źródeł gospodarczego sukcesu Irlandii w ostatnich latach. Spór w "Irish Ferries", choć dotyczy jednej firmy, toruje pracodawcom drogę do stosowania podobnych rozwiązań. Nie można wykluczać, że nie rozszerzy się na pracowników innych sektorów - powiedział dziennikarzom Eamon Devoy ze związku zawodowego zrzeszającego techników TEEU. Tymczasem sekretarz generalny RMT Bob Crow zaapelował o przeprowadzenie inspekcji na promach "Irish Ferries" w portach brytyjskich twierdząc, że pracodawca używa ochroniarzy do szykanowania pracowników i wzbrania kontaktu z inspektorami Międzynarodowej Federacji Pracowników Transportu (IWF). Crow wypowiedział się w związku z niedawną odmową wejścia na pokład promu "Isle of Inishmore", z którą spotkał się jeden z inspektorów IWF. Na promie tym załoga zabarykadowała się w maszynowni, gdy pracownicy z nowych krajów UE weszli na pokład w towarzystwie ochroniarzy. Premier Irlandii Bertie Ahern skrytykował "Irish Ferries" za niezdarne podejście do całej sprawy, choć przyznał, że kierownictwu prywatnej firmy wolno rozważać restrukturyzację i obniżkę kosztów. Ahern nie wyklucza zaangażowania rządowej agencji ds. stosunków pracowniczych w rozwiązanie sporu.
Emigranci: nie ma po co wracać
Pracując w irlandzkim barze McDonalds czy przy rozwożeniu gazet w Danii młodzi, dobrze wykształceni Polacy mają więcej satysfakcji z życia niż ich koledzy w Polsce. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o perspektywy na przyszłość, czyli o normalność. Brakuje dokładnych danych, ilu Polaków wyemigrowało od maja 2004 roku. Według różnych szacunków wyjechało za pracą od 300 tysięcy do 2 milionów ludzi. Odkąd kilka krajów Unii Europejskich otworzyło rynki pracy przed nowymi członkami z możliwości wyjazdu korzysta coraz więcej osób, co widać choćby po malejącym w Polsce bezrobociu oraz po rosnącym popycie na specjalistów. Fala wyjazdów właściwie dopiero się rozpoczyna. Według raportu "Satysfakcja pracowników 2006" opublikowanego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych (IIBR), do emigracji zarobkowej skłonny jest obecnie co drugi pracownik polskich przedsiębiorstw. Według analiz IIBR najważniejszym bodźcem do opuszczenia Polski jest możliwość zarobienia większych pieniędzy. Choć, jak wiadomo, pieniądze to nie wszystko. Polacy chcą szlifować obce języki i zdobywać doświadczenie, jakże potrzebne, kiedy przez wiele lat w ogłoszeniach prasowych pracodawcy wymagali poza młodym wiekiem i wykształceniem minimum 3-letniego stażu na podobnym stanowisku (także w nowych zawodach). Wysokie bezrobocie (rynek pracodawcy) wpłynęło demoralizująco na rodzimych pracodawców, którzy szukali sposobów na podniesienie konkurencyjności firm wszędzie poza inwestycjami w kapitał ludzki. Trudno się temu dziwić, gdy na jedno ogłoszenie w prasie odpowiadało kilkaset osób. Taka sytuacja rodziła patologie, przypadki dyskryminacji pracowników, nieprzestrzeganie przepisów prawa pracy (np. w sieciach handlowych), w tym pojawienie się nowych zjawisk jak mobbing czy wykorzystywanie seksualne. Problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy rodziły z kolei w Polakach frustracje. Wielu młodych, sfrustrowanych Polaków to absolwenci szkół wyższych, którzy wchodzili na rynek pracy bez perspektyw na znalezienie ambitnego zatrudnienia za pieniądze pozwalające samodzielnie się utrzymać, rozwijać, zakładać rodziny. Media nadały 30-latkom bez szans na karierę przydomek "Pokolenie 1200 brutto"... We wrześniu 2005 r. w jednym z portali internetowych ukazał się artykuł o zjawisku "Pokolenia 1200". W portalu rozgorzała wówczas dyskusja o rynku pracy. Jeden z dyskutantów napisał: "Z przykrością muszę stwierdzić, iż taka sytuacja dopadła także mnie. Jestem 3 lata po studiach, pracuję za 820 zł na rękę. Za te pieniądze muszę się utrzymać. Nie mieszkam z rodzicami. Człowiek mając 27 lat chce się od czasu do czasu zabawić, pójść gdzieś, pojechać, ale często na rozrywki brakuje już pieniędzy. W takiej sytuacji nie dziwi mnie, że zdecydowana większość moich rówieśników chce wyjechać z kraju. Mnie też to czeka". Inny z internatów, piszący zza granicy, dodał na forum: "Smutna ta nasza rzeczywistość. Sam po obronie dałem dyla, nawet nie odebrałem dyplomu, bo nie w smak było mi właśnie 800-1000 na rękę. Początek za granicą jest ciężki - spałem pod kocykiem na podłodze na poddaszu z kumplem i liczyłem każdego centa. Minęło ponad 2 lata. Teraz mam dobry samochód, kupiłem mieszkanie, które będę spłacał, ale ze spłatą nie będę miał większych problemów. U nas bym nie dał rady żyć na takim poziomie. Tęsknię, ale do dziadostwa wracać nie warto". Jednak opinie o emigracji zarobkowej są podzielone, część emigrantów jest zawiedzionych, czują się za granicą obywatelami drugiej kategorii, tęsknią za Polską. Ale wracać do Polski nie chcą lub nie mogą. W serwisie "Kafeteria" pojawiła się w maju 2006 r. (w dyskusji o emigracji) znamienna opinia internautki, która mieszka w Irlandii od 6 miesięcy i nie zamierza wracać do ojczyzny: "Wprawdzie mam 3 dyplomy uniwersyteckie i pracuje w McDonaldzie, ale wiem, że to dopiero początek, a wraz z poprawieniem się mojego angielskiego, przyjdzie lepsza praca. Bałam się pracy w takim miejscu, ale jest dobrze - przełożeni są mili, pomagają na każdym kroku i idą na rękę, np. kiedy tylko poproszę o wolne. Dlaczego nie chcę wracać?" - uprzedza pytanie internautka. "Bo chociaż pracuję tutaj za prawie najniższą stawkę, stać mnie na wyjazdy (choćby na weekend) do Szkocji, Anglii, ot tak, po prostu, bo mnie znajomy zaprosił. Bo idąc do sklepu po mój ulubiony kosmetyk, kupuję go bez patrzenia na cenę, i nie jest to obciążone półrocznymi wyrzeczeniami, jak niegdyś w Polsce, gdzie byłam m.in. nauczycielką".
Rekordowa liczba zatrudnionych w Irlandii
Liczba imigrantów zarobkowych przyjeżdżających do Irlandii była w ubiegłym roku obrachunkowym najwyższa od 1987 roku. Liczba wszystkich zatrudnionych po raz pierwszy w historii tego kraju przekroczyła 2 mln. Według danych Centralnego Biura Statystycznego (CSO) w ciągu 12 miesięcy, do końca kwietnia br. do Irlandii przybyło 86,9 tys. imigrantów. W poprzednich 12 miesiącach dotarło ich mniej - 53,4 tys. Połowa z przyjeżdżających to obywatele nowych krajów UE, wśród których najwięcej było Polaków (ponad 50%) i Litwinów. Rosnąca imigracja w połączeniu z nadwyżką urodzin nad zgonami powiększyła liczbę zamieszkałych w Irlandii do 4 mln 235 tys. osób Z danych CSO wynika też, iż po raz pierwszy w historii tego kraju w II. kwartale br. siła robocza przekroczyła próg 2 mln., co w ujęciu rocznym przekłada się na wzrost o 4,6%. Jest to piąty z rzędu kwartał wzrostu zatrudnienia wyższego niż 4,5%. Najwyższy przyrost zatrudnienia odnotowano w budownictwie i w usługach, gdzie pracuje 2/3 irlandzkiej siły roboczej.
Mundur, prestiż i 20 tys. funtów!
Blisko 1000 Polaków zgłosiło się do północnoirlandzkiej policji. Już niedługo okaże się, ilu z nich podpisze kontrakty. Tymczasem, w całej Wielkiej Brytanii poszukiwani są nowi funkcjonariusze. Jeśli nie byłeś karany, znasz dobrze angielski i cieszysz się dobrym zdrowiem, zgłoś się! Kandydaci na brytyjskich policjantów nie mogą mieć więcej niż 50 lat. Nie muszą mieć co prawda wcześniejszego doświadczenia w pracy w służbach mundurowych, ale konieczny jest komunikatywny - w mowie i w piśmie - angielski. Co ciekawe, szanse zwiększa wcześniejsze zatrudnienie w pubach, klubach i restauracjach. Dlaczego? Bo w takich miejscach można nauczyć się nie tyle poprawnej angielszczyzny, ile slangu, jakim Wyspiarze porozumiewają się na co dzień. Cudzoziemcy są szczególnie poszukiwani w tzw. Community Support Police, czyli policji pomocniczej. To stosunkowo nowa formacja, która cały czas się rozwija i ciągle rosną uprawnienia jej funkcjonariuszy. Kandydaci na brytyjskich policjantów muszą mieć także pewne predyspozycje - przede wszystkim chodzi tu o spokój, zimną krew, trzeźwe i szybkie myślenie oraz umiejętność łagodzenia konfliktów. Bez szans są osoby, które nie chcą i nie umieją pracować z ludźmi, współpracować z zespołem i nie są odporne na stres. Dodatkowym atutem są obsługa komputera i prawo jazdy.
Jak zrobić karierę w Wielkiej Brytanii
Solidny, lojalny, pracujący nawet po 14 godzin dziennie. Taki obraz polskiego pracownika ma przeciętny Brytyjczyk. Okazuje się jednak, że zaczynamy burzyć stereotyp polskiego budowlańca, kelnerki i sprzątaczki. Powoli wypełniamy luki na brytyjskim rynku w lepiej płatnych i prestiżowych zawodach, takich jak informatyk, psycholog czy ekonomista. W błędzie jest jednak ten, który uważa, że zrobić karierę w Wielkiej Brytanii jest łatwo. Jak mówi Wirtualnej Polsce jedna z Polek żyjących w Londynie, sukces udaje się osiągnąć 10% naszych rodaków. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że tylko od stycznia do końca marca tego roku ponad 33 tys. Polaków przybyłych na Wyspy złożyło wniosek w Worker Registration Scheme systemie rejestracji pracowników. Dla porównania, w ubiegłym roku zarejestrowało się 160 tys. osób, w 2005 prawie 130 tys., a od wejścia Polski do Unii do końca 2004 roku 73,5 tys. Profesor John Salt, specjalista ds. migracji w University College London, mówi Wirtualnej Polsce, że napływ polskich pracowników jest czymś naturalnym. Wielka Brytania ma potężną gospodarkę, a Polska jest ogromnym krajem. Połączenie obu tych potencjałów musiało do tego doprowadzić - twierdzi prof. Salt.
Największy irlandzki związek zawodowy SIPTU zagroził zorganizowaniem protestu przeciwko zastępowaniu Irlandczyków tanią siłą roboczą z innych krajów, w tym z dziesięciu nowych krajów UE przez operatora połączeń promowych "Irish Ferries". Poza SIPTU (Services, Industrial, Professional, and Technical Union) do sporu włączył się też brytyjski związek zawodowy RMT (Rail Maritime and Transport), domagając się inspekcji irlandzkich promów w portach brytyjskich w związku z doniesieniami o szykanowaniu załóg przez pracodawcę. Firma "Irish Ferries" nosi się z zamiarem zwolnienia 550 miejscowych pracowników i zatrudnienia na ich miejsce cudzoziemców. Korzystając z otwarcia irlandzkiego rynku pracy, a także z tego, że przepisy o minimalnej płacy nie obowiązują na morzu, firma zamierza nowej załodze płacić poniżej obowiązującej w Irlandii stawki minimum. Centrala związkowa SIPTU ostrzegła w poniedziałek, że nie może być bierna w obliczu takich praktyk, ponieważ mogą one stworzyć niebezpieczny precedens i znaleźć naśladowców w innych gałęziach gospodarki. SIPTU zaprosiła na poniedziałek wieczór inne związki zawodowe, działające w sektorze prywatnym i reprezentujące łącznie 390 tys. pracowników, na naradę, żeby zastanowić się nad akcją protestacyjną i przedyskutować strategię przed kolejną rundą trójstronnych rozmów na linii rząd - pracodawcy - związki zawodowe. Harmonijna współpraca rządu, pracodawców i związkowców (tzw. społeczne partnerstwo) uważana jest za jedno ze źródeł gospodarczego sukcesu Irlandii w ostatnich latach. Spór w "Irish Ferries", choć dotyczy jednej firmy, toruje pracodawcom drogę do stosowania podobnych rozwiązań. Nie można wykluczać, że nie rozszerzy się na pracowników innych sektorów - powiedział dziennikarzom Eamon Devoy ze związku zawodowego zrzeszającego techników TEEU. Tymczasem sekretarz generalny RMT Bob Crow zaapelował o przeprowadzenie inspekcji na promach "Irish Ferries" w portach brytyjskich twierdząc, że pracodawca używa ochroniarzy do szykanowania pracowników i wzbrania kontaktu z inspektorami Międzynarodowej Federacji Pracowników Transportu (IWF). Crow wypowiedział się w związku z niedawną odmową wejścia na pokład promu "Isle of Inishmore", z którą spotkał się jeden z inspektorów IWF. Na promie tym załoga zabarykadowała się w maszynowni, gdy pracownicy z nowych krajów UE weszli na pokład w towarzystwie ochroniarzy. Premier Irlandii Bertie Ahern skrytykował "Irish Ferries" za niezdarne podejście do całej sprawy, choć przyznał, że kierownictwu prywatnej firmy wolno rozważać restrukturyzację i obniżkę kosztów. Ahern nie wyklucza zaangażowania rządowej agencji ds. stosunków pracowniczych w rozwiązanie sporu.
Emigranci: nie ma po co wracać
Pracując w irlandzkim barze McDonalds czy przy rozwożeniu gazet w Danii młodzi, dobrze wykształceni Polacy mają więcej satysfakcji z życia niż ich koledzy w Polsce. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o perspektywy na przyszłość, czyli o normalność. Brakuje dokładnych danych, ilu Polaków wyemigrowało od maja 2004 roku. Według różnych szacunków wyjechało za pracą od 300 tysięcy do 2 milionów ludzi. Odkąd kilka krajów Unii Europejskich otworzyło rynki pracy przed nowymi członkami z możliwości wyjazdu korzysta coraz więcej osób, co widać choćby po malejącym w Polsce bezrobociu oraz po rosnącym popycie na specjalistów. Fala wyjazdów właściwie dopiero się rozpoczyna. Według raportu "Satysfakcja pracowników 2006" opublikowanego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych (IIBR), do emigracji zarobkowej skłonny jest obecnie co drugi pracownik polskich przedsiębiorstw. Według analiz IIBR najważniejszym bodźcem do opuszczenia Polski jest możliwość zarobienia większych pieniędzy. Choć, jak wiadomo, pieniądze to nie wszystko. Polacy chcą szlifować obce języki i zdobywać doświadczenie, jakże potrzebne, kiedy przez wiele lat w ogłoszeniach prasowych pracodawcy wymagali poza młodym wiekiem i wykształceniem minimum 3-letniego stażu na podobnym stanowisku (także w nowych zawodach). Wysokie bezrobocie (rynek pracodawcy) wpłynęło demoralizująco na rodzimych pracodawców, którzy szukali sposobów na podniesienie konkurencyjności firm wszędzie poza inwestycjami w kapitał ludzki. Trudno się temu dziwić, gdy na jedno ogłoszenie w prasie odpowiadało kilkaset osób. Taka sytuacja rodziła patologie, przypadki dyskryminacji pracowników, nieprzestrzeganie przepisów prawa pracy (np. w sieciach handlowych), w tym pojawienie się nowych zjawisk jak mobbing czy wykorzystywanie seksualne. Problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy rodziły z kolei w Polakach frustracje. Wielu młodych, sfrustrowanych Polaków to absolwenci szkół wyższych, którzy wchodzili na rynek pracy bez perspektyw na znalezienie ambitnego zatrudnienia za pieniądze pozwalające samodzielnie się utrzymać, rozwijać, zakładać rodziny. Media nadały 30-latkom bez szans na karierę przydomek "Pokolenie 1200 brutto"... We wrześniu 2005 r. w jednym z portali internetowych ukazał się artykuł o zjawisku "Pokolenia 1200". W portalu rozgorzała wówczas dyskusja o rynku pracy. Jeden z dyskutantów napisał: "Z przykrością muszę stwierdzić, iż taka sytuacja dopadła także mnie. Jestem 3 lata po studiach, pracuję za 820 zł na rękę. Za te pieniądze muszę się utrzymać. Nie mieszkam z rodzicami. Człowiek mając 27 lat chce się od czasu do czasu zabawić, pójść gdzieś, pojechać, ale często na rozrywki brakuje już pieniędzy. W takiej sytuacji nie dziwi mnie, że zdecydowana większość moich rówieśników chce wyjechać z kraju. Mnie też to czeka". Inny z internatów, piszący zza granicy, dodał na forum: "Smutna ta nasza rzeczywistość. Sam po obronie dałem dyla, nawet nie odebrałem dyplomu, bo nie w smak było mi właśnie 800-1000 na rękę. Początek za granicą jest ciężki - spałem pod kocykiem na podłodze na poddaszu z kumplem i liczyłem każdego centa. Minęło ponad 2 lata. Teraz mam dobry samochód, kupiłem mieszkanie, które będę spłacał, ale ze spłatą nie będę miał większych problemów. U nas bym nie dał rady żyć na takim poziomie. Tęsknię, ale do dziadostwa wracać nie warto". Jednak opinie o emigracji zarobkowej są podzielone, część emigrantów jest zawiedzionych, czują się za granicą obywatelami drugiej kategorii, tęsknią za Polską. Ale wracać do Polski nie chcą lub nie mogą. W serwisie "Kafeteria" pojawiła się w maju 2006 r. (w dyskusji o emigracji) znamienna opinia internautki, która mieszka w Irlandii od 6 miesięcy i nie zamierza wracać do ojczyzny: "Wprawdzie mam 3 dyplomy uniwersyteckie i pracuje w McDonaldzie, ale wiem, że to dopiero początek, a wraz z poprawieniem się mojego angielskiego, przyjdzie lepsza praca. Bałam się pracy w takim miejscu, ale jest dobrze - przełożeni są mili, pomagają na każdym kroku i idą na rękę, np. kiedy tylko poproszę o wolne. Dlaczego nie chcę wracać?" - uprzedza pytanie internautka. "Bo chociaż pracuję tutaj za prawie najniższą stawkę, stać mnie na wyjazdy (choćby na weekend) do Szkocji, Anglii, ot tak, po prostu, bo mnie znajomy zaprosił. Bo idąc do sklepu po mój ulubiony kosmetyk, kupuję go bez patrzenia na cenę, i nie jest to obciążone półrocznymi wyrzeczeniami, jak niegdyś w Polsce, gdzie byłam m.in. nauczycielką".
Rekordowa liczba zatrudnionych w Irlandii
Liczba imigrantów zarobkowych przyjeżdżających do Irlandii była w ubiegłym roku obrachunkowym najwyższa od 1987 roku. Liczba wszystkich zatrudnionych po raz pierwszy w historii tego kraju przekroczyła 2 mln. Według danych Centralnego Biura Statystycznego (CSO) w ciągu 12 miesięcy, do końca kwietnia br. do Irlandii przybyło 86,9 tys. imigrantów. W poprzednich 12 miesiącach dotarło ich mniej - 53,4 tys. Połowa z przyjeżdżających to obywatele nowych krajów UE, wśród których najwięcej było Polaków (ponad 50%) i Litwinów. Rosnąca imigracja w połączeniu z nadwyżką urodzin nad zgonami powiększyła liczbę zamieszkałych w Irlandii do 4 mln 235 tys. osób Z danych CSO wynika też, iż po raz pierwszy w historii tego kraju w II. kwartale br. siła robocza przekroczyła próg 2 mln., co w ujęciu rocznym przekłada się na wzrost o 4,6%. Jest to piąty z rzędu kwartał wzrostu zatrudnienia wyższego niż 4,5%. Najwyższy przyrost zatrudnienia odnotowano w budownictwie i w usługach, gdzie pracuje 2/3 irlandzkiej siły roboczej.
Mundur, prestiż i 20 tys. funtów!
Blisko 1000 Polaków zgłosiło się do północnoirlandzkiej policji. Już niedługo okaże się, ilu z nich podpisze kontrakty. Tymczasem, w całej Wielkiej Brytanii poszukiwani są nowi funkcjonariusze. Jeśli nie byłeś karany, znasz dobrze angielski i cieszysz się dobrym zdrowiem, zgłoś się! Kandydaci na brytyjskich policjantów nie mogą mieć więcej niż 50 lat. Nie muszą mieć co prawda wcześniejszego doświadczenia w pracy w służbach mundurowych, ale konieczny jest komunikatywny - w mowie i w piśmie - angielski. Co ciekawe, szanse zwiększa wcześniejsze zatrudnienie w pubach, klubach i restauracjach. Dlaczego? Bo w takich miejscach można nauczyć się nie tyle poprawnej angielszczyzny, ile slangu, jakim Wyspiarze porozumiewają się na co dzień. Cudzoziemcy są szczególnie poszukiwani w tzw. Community Support Police, czyli policji pomocniczej. To stosunkowo nowa formacja, która cały czas się rozwija i ciągle rosną uprawnienia jej funkcjonariuszy. Kandydaci na brytyjskich policjantów muszą mieć także pewne predyspozycje - przede wszystkim chodzi tu o spokój, zimną krew, trzeźwe i szybkie myślenie oraz umiejętność łagodzenia konfliktów. Bez szans są osoby, które nie chcą i nie umieją pracować z ludźmi, współpracować z zespołem i nie są odporne na stres. Dodatkowym atutem są obsługa komputera i prawo jazdy.
Jak zrobić karierę w Wielkiej Brytanii
Solidny, lojalny, pracujący nawet po 14 godzin dziennie. Taki obraz polskiego pracownika ma przeciętny Brytyjczyk. Okazuje się jednak, że zaczynamy burzyć stereotyp polskiego budowlańca, kelnerki i sprzątaczki. Powoli wypełniamy luki na brytyjskim rynku w lepiej płatnych i prestiżowych zawodach, takich jak informatyk, psycholog czy ekonomista. W błędzie jest jednak ten, który uważa, że zrobić karierę w Wielkiej Brytanii jest łatwo. Jak mówi Wirtualnej Polsce jedna z Polek żyjących w Londynie, sukces udaje się osiągnąć 10% naszych rodaków. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że tylko od stycznia do końca marca tego roku ponad 33 tys. Polaków przybyłych na Wyspy złożyło wniosek w Worker Registration Scheme systemie rejestracji pracowników. Dla porównania, w ubiegłym roku zarejestrowało się 160 tys. osób, w 2005 prawie 130 tys., a od wejścia Polski do Unii do końca 2004 roku 73,5 tys. Profesor John Salt, specjalista ds. migracji w University College London, mówi Wirtualnej Polsce, że napływ polskich pracowników jest czymś naturalnym. Wielka Brytania ma potężną gospodarkę, a Polska jest ogromnym krajem. Połączenie obu tych potencjałów musiało do tego doprowadzić - twierdzi prof. Salt.
praca w irlandii praca praca irlandia praca w dublinie praca dublin praca sezonowa w irlandii praca wakacyjna w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach irlandia samozatrudnienie irlandia oferty pracy irlandia oferty pracy w irlandii ogłoszenia praca irlandia ogłoszenia praca w irlandii szukam pracy w irlandii praca na wyspach praca w wielkiej brytanii praca dla studentów w irlandii
Więcej na temat Praca w Irlandi znajdziesz w wyszukiwarce Google: