PRACA IRLANDIA
PRACA IRLANDIA, LEGALNA PRACA W IRLANDII
Jak Michał został strażakiem w Irlandii
Pędzący na sygnale czerwony wóz strażacki do dzisiaj inspiruje małych i zupełnie już dużych chłopców. Michał Maciejewski strażakiem został dopiero w Irlandii. Stało się to za namową brata, który w Polsce zawodowo gasi pożary. O tym, jak pracuje się w Polsce, a jak w Irlandii, o formalnościach potrzebnych do uzyskania pracy strażaka na Wyspie, z Michałem z Maynooth (Co. Kildare) rozmawia Jacek Rujna. Jesteś najprawdopodobniej jedynym Polakiem w irlandzkiej straży pożarnej Wiem, że w Polsce z gaszeniem pożarów nie miałeś wiele wspólnego. Skąd taki pomysł? No i jak zostać strażakiem? Nie wiem czy jestem jedyny, bo nie chce mi się wierzyć, że w Dublinie nie ma jakiegoś ziomala. Jeśli w moim Maynooth, w naszej straży oprócz mnie pracuje Olana, Ukrainka, to i w stolicy musi być więcej obcokrajowców. Co do pomysłu, to strażackim bakcylem zaraził mnie brat, zawodowy strażak. To on poddał mi pomysł, bym się rozejrzał na miejscu, gdy się okazało, że zostanę w Irlandii dłużej niż planowane pół roku. Rozejrzałem się i zostałem strażakiem. Moment. Nie było przecież tak, że wszedłeś z ulicy do remizy, podszedłeś do najbardziej wąsatego strażaka i zameldowałeś, że chcesz gasić irlandzkie pożary Pewnie, że nie. Zacznę trochę od końca, kiedy powiem, że w mojej "remizie" w Maynooth jednym z głównych warunków jest zamieszkanie kandydata od bazy w odległości nie większej niż mila. Chodzi o to, bym w każdej chwili, o każdej porze dnia i nocy był gotowy do akcji nie później niż w 5-6 minut. Po to właśnie noszę coś ala beeper. Mam go przy sobie 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Chcąc oddalić się od Maynooth po prostu zgłaszam to w jednostce i biuro wie, że jestem poza zasięgiem i nie wysyła sygnału na mój numer. Proste. Wynika z tego, że całymi dniami siedzisz w domu wpatrując się w beeper? Nic podobnego! Pracuję normalnie w magazynie części elektrotechnicznych w Maynooth. Po prostu mój supervisor wie, że jestem strażakiem i podpisał zgodę która przedstawiłem w remizie na moje nagłe wypady na wezwanie. Wtedy wsiadam w samochód albo na rower i zasuwam do jednostki. Samochód mogę zostawić byle gdzie i nie muszę szukać parkingów, bo mam specjalną naklejkę "Fire Personel". W bazie się przebieram i jazda! Zdarzały się też wezwania w nocy i wprost spod prysznica. Wtedy suszysz się w drodze na akcję
Polscy policjanci emigrują na Wyspy
Najdalej za sześć miesięcy w policji zabraknie 12, a nawet 16 tysięcy funkcjonariuszy. To co ósmy policjant - ostrzega poufny raport Komendy Głównej Policji. Część z nich zamiast Polaków będzie chronić Brytyjczyków i Irlandczyków - pisze "Dziennik". Część z tych, którzy już porzucili polski policyjny mundur - nikt nie wie dokładnie, ilu - od kilku miesięcy szkoli się na Wyspach Brytyjskich. Zostaną policjantami w Irlandii lub ochroniarzami w Anglii. PSNI (czyli Police Service of Northern Ireland) bardzo chętnie przyjmuje Polaków. Także policja w sąsiedniej Republice Irlandzkiej, zwana Garda Siochana (Strażnicy Pokoju), potrzebuje ludzi. Grupa Polaków już przeszła u nas przeszkolenie. Za kilka miesięcy będą pełnoprawnymi policjantami. Bardzo nam się przyda ich wykształcenie i umiejętności policyjne wyniesione z Polski - powiedziała "Dziennikowi" Dorothy O'Leary z Garda Siochana. Irlandzka policja chce zatrudnić w tym roku ponad 1000 osób. W Irlandii Północnej i Anglii byli policjanci z Polski zarabiają kilkakrotnie więcej niż ich koledzy w Warszawie czy Poznaniu. Pierwsza moja wypłata była prawie taka sama jak w Polsce. Różnica była tylko w walucie. Zamiast złotówek, były funty - śmieje się Andrzej, szeregowy policjant londyńskiej policji. (PAP)
Sprawdź, kto cię rekrutuje
Wyłącznie licencjonowani brytyjscy pośrednicy mogą rekrutować osoby do pracy w wybranych branżach. Polscy emigranci przed wyjazdem powinni sprawdzić, czy ich pośrednik działa legalnie. Leśnictwo komercyjne, ogrodnictwo, przetwórstwo rybne, zbieranie owoców morza, hodowla bydła mlecznego, pakowanie, przetwórstwo, ogrodnictwo i rolnictwo - wg. "Gazety Prawnej" są to branże, do ktrórych mogą rekrutować pośrednicy tylko z licencją. Co ważne wymóg posiadania licencji obejmuje także firmy, których siedziba znajduje się w innych krajach niż Wielka Brytania. Licencje wydaje rządowa agencja Gangmaster Licensing Authority (GLA). Pośrednicy bez ważnej licencji muszą liczyć się z karą do dziesięciu lat pozbawienia wolności i grzywną. Wydanie licencji (jej koszt to od 400 do 9 tys. funtów) jest obwarowane wymogiem podania przez wnioskującego licznych informacji: o firmie, ewentualnej karalności w przeszłości itp. Polski resort pracy przypomina, by sprawdzić czy firma, która szuka nam pracy działa legalnie(wykaz na stronie www.kraz.praca.gov.pl; agencje z brytyjską licencją na stronie www.gla.uk). Jeszcze przed wyjazdem pracownik powinien mieć umowę określającą zakres obowiązków, warunki ubezpieczenia, pakiet socjalny, zagranicznego pracodawcę, zasady wynagradzania itp. Jedyne opłaty, jakie może pobrać pośrednik od pracownika, to faktycznie poniesione koszty tłumaczenia dokumentów, dojazd i powrót osoby wysyłanej za granicę, badań lekarskich i wizy. W razie łamania prawa pomocy można szukać na policji lub w ambasadzie. Na stronie GLA znajduje się też formularz skargi w języku polskim. Anonimowo można zadzwonić do Crimestoppers pod numer 0 800 555 111.
Ilu jest Polaków w Wielkiej Brytanii?
Na brytyjskim rynku pracy zarejestrowało się w ub. roku 223 tys. Polaków - wynika z danych brytyjskiego resortu pracy i ubezpieczeń społecznych (Department of Work and Pensions). Według innych danych, opracowanych na podstawie liczby wydanych numerów ubezpieczenia społecznego, na brytyjskim rynku pracy zarejestrowało się 713 tys. osób. To o 51 tys. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Z kolei według ogłoszonych w maju danych Home Office (MSW), których podstawą jest liczba osób rejestrujących się do pracy, z krajów akcesyjnych przyjechało 245.675 osób, z czego Rumunii i Bułgarzy stanowili ok. 8 tys. osób. Wyliczenia ministerstwa pracy i ubezpieczeń społecznych uważane są za bliższe prawdy, ponieważ uwzględniają także osoby świadczące usługi indywidualne i tych, których mają na utrzymaniu. Samozatrudniający się nie muszą się rejestrować w MSW, ale potrzebują numeru ubezpieczenia społecznego, by mieć prawo do świadczeń socjalnych.
Związki zawodowe na Wyspach otwierają się na Polaków
Zrzeszający ponad 600 tys. pracowników, głównie nisko i średnio wykwalifikowanych, związek zawodowy GMB chce, by imigranci z Polski poznali swoje prawa, by nie byli narażeni na wyzysk ze strony pracodawców i nie godzili się na gorsze warunki niż ich brytyjscy koledzy. Główną kwestią, jaka wypływa w naszych kontaktach z imigrantami z Polski, jest to, że nie znają oni swoich praw - powiedział Andrew Prendergast, działacz GMB z regionu Wiltshire. Niedawno centrala związkowa TUC (Trade Union Congress) w raporcie, opartym na ankiecie przeprowadzonej wśród 508 imigrantów z Polski i Litwy, stwierdziła, że co czwarty z nich skarżył się na trudności z zapłatą i nieuzasadnione potrącenia z zarobków. Na opłacanie imigrantów według "niewolniczych stawek" zwrócił uwagę nowy irlandzki związek zawodowy IWU (Independent Workers Union). Według Prendergasta Polacy najczęściej skarżą się, że pracodawca opłaca ich poniżej ustawowego minimum, odmawia prawa do urlopu, traktuje gorzej niż miejscowych pracowników wykonujących tę samą pracę. Nie brak też skarg na warunki zakwaterowania i jego koszt. Ochrona praw pracowniczych polskich imigrantów jest - jak podkreśla Prendergas - ściśle związana z przestrzeganiem praw, jakie brytyjskie związki zawodowe wywalczyły wcześniej dla swych członków. Nie możemy pozwolić pracodawcom na wbijanie klina między te dwie grupy pracowników, walczymy o ich wspólny interes - zaznaczył działacz GMB. Polacy są posądzani przez Anglików o gotowość pracy za niższą stawkę, a ponieważ nie znają ani języka, ani swoich praw, trudno im odpierać takie zarzuty - wyjaśnia Joanna Morasz, która z ramienia GMB zajmuje się organizowaniem, doradztwem i rzecznictwem interesów pracowników z Polski. Jej zdaniem Polacy po przyjeździe do Anglii "godzą się na ogół z tym, co im proponuje pracodawca, bo tkwią w niewiedzy i nie mają skali porównawczej, a nikt z własnej woli nie informuje ich o prawach pracowniczych, przepisach bhp, czy o specyfice rynku pracy". Ta sytuacja - podkreśla Morasz - będzie się zmieniać w miarę, jak przybysze będą się aklimatyzować i szukać zatrudnienia w zawodzie wyuczonym w Polsce. Brytyjskie związki zawodowe od pewnego czasu organizują "dni dla imigrantów", na które zapraszają znawców prawa pracy udzielających specjalistycznych porad, działaczy związkowych i tłumaczy. Największe związki jak np. TWGU (Transport & General Workers Union) i GMB zatrudniają polskich doradców.
Pędzący na sygnale czerwony wóz strażacki do dzisiaj inspiruje małych i zupełnie już dużych chłopców. Michał Maciejewski strażakiem został dopiero w Irlandii. Stało się to za namową brata, który w Polsce zawodowo gasi pożary. O tym, jak pracuje się w Polsce, a jak w Irlandii, o formalnościach potrzebnych do uzyskania pracy strażaka na Wyspie, z Michałem z Maynooth (Co. Kildare) rozmawia Jacek Rujna. Jesteś najprawdopodobniej jedynym Polakiem w irlandzkiej straży pożarnej Wiem, że w Polsce z gaszeniem pożarów nie miałeś wiele wspólnego. Skąd taki pomysł? No i jak zostać strażakiem? Nie wiem czy jestem jedyny, bo nie chce mi się wierzyć, że w Dublinie nie ma jakiegoś ziomala. Jeśli w moim Maynooth, w naszej straży oprócz mnie pracuje Olana, Ukrainka, to i w stolicy musi być więcej obcokrajowców. Co do pomysłu, to strażackim bakcylem zaraził mnie brat, zawodowy strażak. To on poddał mi pomysł, bym się rozejrzał na miejscu, gdy się okazało, że zostanę w Irlandii dłużej niż planowane pół roku. Rozejrzałem się i zostałem strażakiem. Moment. Nie było przecież tak, że wszedłeś z ulicy do remizy, podszedłeś do najbardziej wąsatego strażaka i zameldowałeś, że chcesz gasić irlandzkie pożary Pewnie, że nie. Zacznę trochę od końca, kiedy powiem, że w mojej "remizie" w Maynooth jednym z głównych warunków jest zamieszkanie kandydata od bazy w odległości nie większej niż mila. Chodzi o to, bym w każdej chwili, o każdej porze dnia i nocy był gotowy do akcji nie później niż w 5-6 minut. Po to właśnie noszę coś ala beeper. Mam go przy sobie 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Chcąc oddalić się od Maynooth po prostu zgłaszam to w jednostce i biuro wie, że jestem poza zasięgiem i nie wysyła sygnału na mój numer. Proste. Wynika z tego, że całymi dniami siedzisz w domu wpatrując się w beeper? Nic podobnego! Pracuję normalnie w magazynie części elektrotechnicznych w Maynooth. Po prostu mój supervisor wie, że jestem strażakiem i podpisał zgodę która przedstawiłem w remizie na moje nagłe wypady na wezwanie. Wtedy wsiadam w samochód albo na rower i zasuwam do jednostki. Samochód mogę zostawić byle gdzie i nie muszę szukać parkingów, bo mam specjalną naklejkę "Fire Personel". W bazie się przebieram i jazda! Zdarzały się też wezwania w nocy i wprost spod prysznica. Wtedy suszysz się w drodze na akcję
Polscy policjanci emigrują na Wyspy
Najdalej za sześć miesięcy w policji zabraknie 12, a nawet 16 tysięcy funkcjonariuszy. To co ósmy policjant - ostrzega poufny raport Komendy Głównej Policji. Część z nich zamiast Polaków będzie chronić Brytyjczyków i Irlandczyków - pisze "Dziennik". Część z tych, którzy już porzucili polski policyjny mundur - nikt nie wie dokładnie, ilu - od kilku miesięcy szkoli się na Wyspach Brytyjskich. Zostaną policjantami w Irlandii lub ochroniarzami w Anglii. PSNI (czyli Police Service of Northern Ireland) bardzo chętnie przyjmuje Polaków. Także policja w sąsiedniej Republice Irlandzkiej, zwana Garda Siochana (Strażnicy Pokoju), potrzebuje ludzi. Grupa Polaków już przeszła u nas przeszkolenie. Za kilka miesięcy będą pełnoprawnymi policjantami. Bardzo nam się przyda ich wykształcenie i umiejętności policyjne wyniesione z Polski - powiedziała "Dziennikowi" Dorothy O'Leary z Garda Siochana. Irlandzka policja chce zatrudnić w tym roku ponad 1000 osób. W Irlandii Północnej i Anglii byli policjanci z Polski zarabiają kilkakrotnie więcej niż ich koledzy w Warszawie czy Poznaniu. Pierwsza moja wypłata była prawie taka sama jak w Polsce. Różnica była tylko w walucie. Zamiast złotówek, były funty - śmieje się Andrzej, szeregowy policjant londyńskiej policji. (PAP)
Sprawdź, kto cię rekrutuje
Wyłącznie licencjonowani brytyjscy pośrednicy mogą rekrutować osoby do pracy w wybranych branżach. Polscy emigranci przed wyjazdem powinni sprawdzić, czy ich pośrednik działa legalnie. Leśnictwo komercyjne, ogrodnictwo, przetwórstwo rybne, zbieranie owoców morza, hodowla bydła mlecznego, pakowanie, przetwórstwo, ogrodnictwo i rolnictwo - wg. "Gazety Prawnej" są to branże, do ktrórych mogą rekrutować pośrednicy tylko z licencją. Co ważne wymóg posiadania licencji obejmuje także firmy, których siedziba znajduje się w innych krajach niż Wielka Brytania. Licencje wydaje rządowa agencja Gangmaster Licensing Authority (GLA). Pośrednicy bez ważnej licencji muszą liczyć się z karą do dziesięciu lat pozbawienia wolności i grzywną. Wydanie licencji (jej koszt to od 400 do 9 tys. funtów) jest obwarowane wymogiem podania przez wnioskującego licznych informacji: o firmie, ewentualnej karalności w przeszłości itp. Polski resort pracy przypomina, by sprawdzić czy firma, która szuka nam pracy działa legalnie(wykaz na stronie www.kraz.praca.gov.pl; agencje z brytyjską licencją na stronie www.gla.uk). Jeszcze przed wyjazdem pracownik powinien mieć umowę określającą zakres obowiązków, warunki ubezpieczenia, pakiet socjalny, zagranicznego pracodawcę, zasady wynagradzania itp. Jedyne opłaty, jakie może pobrać pośrednik od pracownika, to faktycznie poniesione koszty tłumaczenia dokumentów, dojazd i powrót osoby wysyłanej za granicę, badań lekarskich i wizy. W razie łamania prawa pomocy można szukać na policji lub w ambasadzie. Na stronie GLA znajduje się też formularz skargi w języku polskim. Anonimowo można zadzwonić do Crimestoppers pod numer 0 800 555 111.
Ilu jest Polaków w Wielkiej Brytanii?
Na brytyjskim rynku pracy zarejestrowało się w ub. roku 223 tys. Polaków - wynika z danych brytyjskiego resortu pracy i ubezpieczeń społecznych (Department of Work and Pensions). Według innych danych, opracowanych na podstawie liczby wydanych numerów ubezpieczenia społecznego, na brytyjskim rynku pracy zarejestrowało się 713 tys. osób. To o 51 tys. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Z kolei według ogłoszonych w maju danych Home Office (MSW), których podstawą jest liczba osób rejestrujących się do pracy, z krajów akcesyjnych przyjechało 245.675 osób, z czego Rumunii i Bułgarzy stanowili ok. 8 tys. osób. Wyliczenia ministerstwa pracy i ubezpieczeń społecznych uważane są za bliższe prawdy, ponieważ uwzględniają także osoby świadczące usługi indywidualne i tych, których mają na utrzymaniu. Samozatrudniający się nie muszą się rejestrować w MSW, ale potrzebują numeru ubezpieczenia społecznego, by mieć prawo do świadczeń socjalnych.
Związki zawodowe na Wyspach otwierają się na Polaków
Zrzeszający ponad 600 tys. pracowników, głównie nisko i średnio wykwalifikowanych, związek zawodowy GMB chce, by imigranci z Polski poznali swoje prawa, by nie byli narażeni na wyzysk ze strony pracodawców i nie godzili się na gorsze warunki niż ich brytyjscy koledzy. Główną kwestią, jaka wypływa w naszych kontaktach z imigrantami z Polski, jest to, że nie znają oni swoich praw - powiedział Andrew Prendergast, działacz GMB z regionu Wiltshire. Niedawno centrala związkowa TUC (Trade Union Congress) w raporcie, opartym na ankiecie przeprowadzonej wśród 508 imigrantów z Polski i Litwy, stwierdziła, że co czwarty z nich skarżył się na trudności z zapłatą i nieuzasadnione potrącenia z zarobków. Na opłacanie imigrantów według "niewolniczych stawek" zwrócił uwagę nowy irlandzki związek zawodowy IWU (Independent Workers Union). Według Prendergasta Polacy najczęściej skarżą się, że pracodawca opłaca ich poniżej ustawowego minimum, odmawia prawa do urlopu, traktuje gorzej niż miejscowych pracowników wykonujących tę samą pracę. Nie brak też skarg na warunki zakwaterowania i jego koszt. Ochrona praw pracowniczych polskich imigrantów jest - jak podkreśla Prendergas - ściśle związana z przestrzeganiem praw, jakie brytyjskie związki zawodowe wywalczyły wcześniej dla swych członków. Nie możemy pozwolić pracodawcom na wbijanie klina między te dwie grupy pracowników, walczymy o ich wspólny interes - zaznaczył działacz GMB. Polacy są posądzani przez Anglików o gotowość pracy za niższą stawkę, a ponieważ nie znają ani języka, ani swoich praw, trudno im odpierać takie zarzuty - wyjaśnia Joanna Morasz, która z ramienia GMB zajmuje się organizowaniem, doradztwem i rzecznictwem interesów pracowników z Polski. Jej zdaniem Polacy po przyjeździe do Anglii "godzą się na ogół z tym, co im proponuje pracodawca, bo tkwią w niewiedzy i nie mają skali porównawczej, a nikt z własnej woli nie informuje ich o prawach pracowniczych, przepisach bhp, czy o specyfice rynku pracy". Ta sytuacja - podkreśla Morasz - będzie się zmieniać w miarę, jak przybysze będą się aklimatyzować i szukać zatrudnienia w zawodzie wyuczonym w Polsce. Brytyjskie związki zawodowe od pewnego czasu organizują "dni dla imigrantów", na które zapraszają znawców prawa pracy udzielających specjalistycznych porad, działaczy związkowych i tłumaczy. Największe związki jak np. TWGU (Transport & General Workers Union) i GMB zatrudniają polskich doradców.
praca w irlandii praca praca irlandia praca w dublinie praca dublin praca sezonowa w irlandii praca wakacyjna w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach w irlandii praca wakacyjna irlandia praca przy zbiorach irlandia samozatrudnienie irlandia oferty pracy irlandia oferty pracy w irlandii ogłoszenia praca irlandia ogłoszenia praca w irlandii szukam pracy w irlandii praca na wyspach praca w wielkiej brytanii praca dla studentów w irlandii
Więcej na temat Praca w Irlandi znajdziesz w wyszukiwarce Google: